Ratuj Tybet
Get your own Box.net widget and share anywhere!
wtorek, 04 grudnia 2007
Przeprowadzka.

Tak, proszę Państwa. Zielony blog uważam za zamknięty. Od teraz znajdziecie mnie TUTAJ.

To by było na tyle.

18:05, a.ring.trick , tidu-didu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 listopada 2007
Muza Wizjonerka

Na dziś niewiele. Trochę muzy od Muzy. Click. 

 

I'll be there as soon as I can

but I'm busy mending broken pieces

of the life I had before. 
 

 

Tia. Gdzieś to już słyszałam. 

18:02, a.ring.trick , tidu-didu
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 listopada 2007
Kingdom for an Englishman

Śnieży. Śnieży dość konkretnie, ale u nas na Berka zacisznie i spokojnie. Lampka rzuca snop przyjaznego światła, z głośników Thom Yorke, podbijany z boku piszczeniem kota, który chce do kuchni. Obracam blondowatą głowę w prawo i widzę rozbabrane łóżko. Obracam ją w lewo i widzę pomarańczowe firanki i cztery niebieskie butelki na parapecie. Ale raczej nie chcę ruszać głowy, boć przecież w blogu siedzę, a co ważniejsze na pulpicie laptopiczka pewien facet o chropowatym głosie z dumnym spojrzeniem unosi do obiektywu rybę. Facet, który w ponad 10 lat po unoszeniu ryby dorósł dość konkretnie i zawraca w głowie. Lecz niefashne to!

Napadało mi dziś śniegu na blondowatą, toteż nabyłam czapkę. Czarną. Męską. Mńesek mnie zabije. Ale czapka zajebiaszcza, zwłaszcza, że nie wadzi nausznikosłuchawkom. Yeah.

I znów miast się uczyć, idę się włóczyć. Ze Szlachtą. Jako wymówkę przyjęłam wersję, że teraz to już muszę kupić zimowe buty. I nikt mi nie wmówi, że nie ma w tym metody! Mokre skarpety świadkiem!

16:08, a.ring.trick , mikrokosmos
Link Komentarze (13) »
czwartek, 22 listopada 2007
Tá mé go breá.

Światła na skrzyżowaniach zmieniają dziś na mój widok kolor na zielony. Odwołali mi zajęcia, co przedłużyło mój łikend do dni czterech. Kupiłam fenomenalną szminkę; nie wiem, czy bardziej podoba mi się jej kolor, czy opakowanie. Zapowiada się cudowna nasiadówa wśród Torfów, pełna wyborowego towarzystwa i parówek. W cieście. Chodzę po świecie z takim bananem na twarzy, że zaczepiło mnie już czterech gości z Greenpeace i jeden od kadzidełek. Słońce wyszło i świeci, z dachów kapie woda, a ja ślizgam się wesoło na swoich nie-zimowych podeszwach, w rytm pięknej muzyki z nausznikosłuchawek. 

Byle tak dalej, Losie. Czas najwyższy. Nie, nie mam powodów do narzekań. 

14:11, a.ring.trick , mikrokosmos
Link Komentarze (10) »
wtorek, 20 listopada 2007
the Unicorn in the garden

Sierota. Pomyliła godziny i nie poszła na wykład. A chciała, naprawdę chciała. Była już dziś na jednym i świetnie jej się rysowało jednorożce (bez symboliki, bez). Chciała więc pójść na inny, a w zamian poszła spać. Bo głowa bolała, bo kawy nie było. Bo warunki atmosferyczne nie sprzyjały. Bo ludzie okazali się dziś niedobrzy nadspodziewanie. Bo czasem trzeba się odwrócić do świata plecami.

Generalnie ostatnio prostuję te plecy, bo życie - zdaje się - zdjęło mi z barków ze czterdzieści kilo. Pomalowałam paznokcie na rushoffo, pożyczyłam od mieszkaniowej Brunetki szalik i tupię dziarskim krokiem. Znów przesiadywanie w Spokoju, nowe odkrycia w typie grzanego wina z korzeniami, rodzynkami, migdałami i pomarańczą (a to wszystko, wszystko naraz!), chodzenie do Dominikanów ze starymi znajomymi, biblioteka stała się znów swojska i rewersy znajome; jest dobrze.

No dobrze. Wykorzystam ten zyskany przez bezwykładzie czas w sposób konstruktywny. Poczytam Diderota, jak prawdziwa inteligencja ;P

Sajonara.

16:35, a.ring.trick , mikrokosmos
Link Komentarze (8) »
sobota, 17 listopada 2007
you are my sweetest downfall

Cały dzień siedzę ze słuchawkami na uszach. Aż mi w nie ciepło. W sensie w uszy, nie w słuchawki. Ale co zrobić, kiedy doznało się swego rodzaju objawienia z oświeceniem i nagle ze zdziwieniem skonstatowało, że ktoś cudnie śpiewa? No. Sami widzicie. (Ńetop pewnie ręce teraz zaciera, bo to ona zasiała, boć przecież siaaać trzeba...)

Siedzę więc. Ze słuchawkami na uszach, w które mi ciepło. W sensie w uszy. Z mruczącym zwierzem na kolanach. Ze szklanką pełną paskudnego soku, który miał być gruszką, a jest dziwny. Zdążyło zrobić się ciemno. Zdążyło spopielić pewną liczbę kadzidełek. Na dobrą sprawę mocarstwa mogły zdążyć wzrosnąć i upaść, odbudować się i upaść powtórnie. Strasznie wiele mogło zdążyć się stać, kiedy ja tak siedzę, zamknięta za ścianą dźwięku. 

Może pójdę się przejść. Tylko wezmę słuchawki, żeby mi było w nie - w uszy - ciepło. 

 

Obejrzyjcie TO . Przesłuchajcie.  

17:45, a.ring.trick
Link Komentarze (14) »
wtorek, 13 listopada 2007
Violently Happy?

Lenistwo w rozkwicie. Nie posżło się dziś na wykłady, bo aura nie sprzyjała. Kiedy rankiem wyjrzałam za okno, rzuciłam zaspanym okiem na kamienice naprzeciwko i skonstatowałam, że śnieżyca, opuściły mnie wszelkie chęci. Za to spędziłam sobie dzień na słodkim nieróbstwie, zupełnie ignorując wszelakie pokusy zewnętrza. Skupiam się bowiem ostatnio na wnętrzu, a wnętrze mówi, że bywało lepiej. Więc niańczymy się nawzajem, wnętrze i ja. I wisi nam, permanentnie wisi. Niektórzy coś tam przebąkują, że znają powody wiszenia, ale ja zamykam na owe herezje uszy. Zamykam uszy i maluję paznokcie na emo. Zwijam się w pasiasto-czarny kłębek na łóżku, a obok mnie w tak samo czarno-pasiasty sposób zwija się kot. Zwinięte oglądamy sobie anime, bo anime to dobra rzecz na śnieżycę. 

Mikrokosmos skurczył się ostatnio do małego, czerwonego centrum wszechświata. 

 

since i met you
this small town hasn't got room
for my big feelings
violently happy
'cause i love you
violently happy
but you're not here
violently happy
come calm me down
before i get into trouble
(Bjork Violently Happy)

 
19:11, a.ring.trick , mikrokosmos
Link Komentarze (13) »
niedziela, 11 listopada 2007
Ryba lubi pływać.

Siedzę sobie w strumieniu pomarańczowego światła, słucham wesołej muzyki, piję herbatę z mlekiem i wyjadam mamine konfitury śliwkowe ceramiczną łyżeczką wprost ze słoika. Ryba patrzy na to z niejakim obrzydzeniem, ale też wszelakie pokarmy stałe Rybę dziś takim obrzydzeniem napawają. Choć chyba zbyt mocno w przód wybiegam w tej mojej dzisiejszej opowieści. Mały rewind więc.

Wczoraj była impreza. Oj, była. Urodziny były, bez stolatów, za to z mnóstwem radości ogólnej. I wszystko szło dobrze, póki 75% naszej trzyosobowej, mieszkaniowej delegacji nie postanowiło (nieco mimowolnie) wypić rzeki, morza, oceanu... no, powiedzmy, że nieco przydużo. Szczegóły miłosiernie zachowam w cichości serca swego. Czinczilę się wypierze.

A rano przyszła do nas Landlady. Szlachta czuła się całkiem lepiej, za to Ryba wciąż tracił pion. Wszyscy podtrzymywaliśmy go wzrokiem na duchu, kiedy dzielny i pobladły czynił wysiłki, by uśmiechać się pogodnie i sprawiać Dobre Wrażenie. Sprawił. Przynajmniej na mnie. Landlady poszła, zostawiając na naszym fotelu imponujący odcisk pośladków, utrzymujący się na nim już od kilku godzin jak pomnik i świadectwo jej nieprzemijającej obecności.

~~~

Ryba właśnie podszedł do mnie i ze wzgardą powiedział, że "poloniści to nic innego, tylko siedzą w swoich blogach i nic się nie uczą". Spokojnie odrzekłam, że zaraz nacisnę go w okolicy żołądka. Pobladł. Odszedł. Ot, jak należy sobie radzić z ludźmi.

 

a na koniec: tańczące parabole 

17:56, a.ring.trick , mikrokosmos
Link Komentarze (8) »
czwartek, 08 listopada 2007
Bajdurzenie o niczym

Koniec tygodnia. Wolne piątki to cudowna rzecz, rzekłabym. Wychodzę z Gołębnika po ostatnich zajęciach i wlokę się do domu trampek za trampkiem, trampek za trampkiem, znów trampek za trampkiem. Powoli, bo przecież nic mnie nie goni. Leniwie, bo przecież jutro mogę tak długo spać. Przychodzę do domu i włączam sobie komputer, choć Ryba mówi, że to uzależnienie (mówi tak, na chwilę wychylając się zza własnego Apple'a). Puszczam muzyczkę. Rozdarta między Neilem a Brunem a Kojim a Georgem. Parzę Earl Greya. Jestem taka przewidywalna.

Jutro szykuje się zmiana image'u. Fryzjer mnie czeka bowiem. I dobrze; wreszcie zetnę to draństwo w cholerę. Mam nadzieję, że w mgnieniu oka stanę się oszałamiająco piękna. Choć może to za wiele oczekiwań...?

To chyba tyle. Mogłabym tak jeszcze długo, o niczym, ale nadchodząca zima nie nastraja mnie optymistycznie. W ogóle mnie nie nastraja, as a matter of fact.

19:59, a.ring.trick , mikrokosmos
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 05 listopada 2007
wisielec

Wisi mi.

Konkretnie wisi mi, że jest tak, a nie inaczej. Że zima za pasem i już czasem pachnie mrozem, i że niedługo wszelki kolor świata zostanie zmyty przez brud posolonego śniegu. Że wciąż nie kupiliśmy z Rybą firanek do naszego pokoju. Że nie umiem się dobrze wybudzić każdego ranka i piję kawę za kawą, żeby dowlec się na wydział. Że rozwinęłam w sobie karygodne bimbactwo i nieróbstwo. Że nie ciągnie mnie do biblioteki. Że wychodząc z domu nie wiem, na jakie idę zajęcia. Że jak już na nie dojdę, to miast notować - rysuję. Że mam szalik za krótki, choć czerwony. Że butów wciąż nie kupiłam zimowych. Że nie byłam od zbyt dawna w kinie. Że cudzens za cudzensem. Że jeść się nie chce, a potem nagle chce. Że nasz zlew lubi nocne rozmowy. Że będziemy mieć drugą Irlandię, phew. Że mi laptopiczek zamula. Że nie wiem, komu pożyczyłam Gwiezdny Pył. Że pogubiłam skarpety do pary. Że ważni ludzie przechodzą przez moje życie jak jakieś głupie tajfuny. Że się wszystko pozmieniało.

Wisi mi. Wisi radośnie i ochoczo. Tymczasem mamy nowego kociaka, który lubi siedzieć u mnie na kolanach i mruczeć jak lodówka. Na imię mu, znaczy jej, Mia(u). I dziś nawet wyszła z szafy, kiedy ją o to grzecznie poprosiłam. 

Spaceruję po Mieście Gołębi ze słuchawkami w uszach i odmrażam ręce, bo notorycznie zapominam rękawiczuni. Bo mi, szczerze mówiąc, wisi. 

23:22, a.ring.trick , tidu-didu
Link Komentarze (20) »
wtorek, 30 października 2007
Wieczorny popis

Sprzątam mikrokosmos. Zacząwszy od mięśnia sercowego, skończę na jeszcze-nie-wiem-czym. Takie prawie wiosenne porządki. Owocujące niespaniem, ściśniętym żołądkiem i ważeniem każdego słowa przy pisaniu notki, bo przecież nie mogę brzmieć nadto pesymistycznie. Się nie godzi.

Taaa, wiem. Kolejny enigmatyczny blogowpis. No ale cóż, c'est la vie.

 

01:05, a.ring.trick , mikrokosmos
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9